poniedziałek, 3 września 2012

Revian

Lał ulewny deszcz. Wszyscy w zamku chowali się, gdzie mogli, aby nie zostać zmoczonym. Nagle na dziedziniec zamkowy wjechała galopem zakapturzona postać. Jej koń, z długą rozwianą grzywą, był czarny jak noc. Jeździec siedział na nim pewnie i wiadome było, że spędził z końmi długie lata. Na ramieniu miał zawieszony łuk, a przy siodle kołczan ze strzałami o czarnych lotkach. Można by pomyśleć, że to myśliwy wrócił z łowów, jednak żadnej zdobyczy nie było. Zresztą żaden myśliwy nie dysponował bojowym rumakiem.
Natychmiast podbiegł pomocnik stajennego. Jeździec zsiadł, a on natychmiast przejął konia. Każdy z nich ruszył w swoją stronę. Znalazłszy się w budynku postać zdjęła kaptur. Okazało się, że jest to kobieta. Miała długie brązowe włosy oraz orzechowe oczy. Ruszyła pewnym krokiem po krętych schodach.
Dotarła na właściwe piętro i zapukała do dużych rzeźbionych drzwi. Po usłyszeniu zaproszenia, weszła. Było to małe pomieszczenie, urządzone w jasnych kolorach. Na środku pokoju stało biurko, przy którym siedział starszy człowiek. Niegdyś ciemne włosy, były teraz przyprószone siwizną. Mężczyzna podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się lekko.
— Witaj, Revian – rzekł.
— Dzień dobry, Omandrze. Ojciec jest u siebie? – spytała, a on pokręcił głową.  
— Nie, ale mówił, że wybiera się do biblioteki. Może tam go zastaniesz.  
— Dziękuję – powiedziała i już jej nie było.
Pokonała jeszcze dwa piętra i weszła do ogromnej biblioteki. Uśmiechnęła się na wspomnienie o niej. Zawsze wyszukała tu jakieś ciekawe książki. Jako dziecko, gdy umiała już czytać, często tu przesiadywała i czytała przeróżne bajki.
Zobaczyła ojca, siedzącego w fotelu. Nawet nie zauważył, że ktoś wszedł do pomieszczenia, tak był zaczytany w książce. To po nim odziedziczyła zamiłowanie do dobrej lektury. To oraz wygląd. Niemal w niczym nie przypominała matki.
Po cichu zdjęła mokry płaszcz i powiesiła na wieszaku przy drzwiach. Podeszła do ojca, który nadal nic nie słyszał. Nic dziwnego. Kiedy chciała, to potrafiła zachowywać się cicho. W końcu uwielbiała myślistwo, a przy tym hałas jest raczej niewskazany. Niestety, albo stety, na ogół była bardzo wygadana, żeby nawet nie powiedzieć pyskata.
— Bu – powiedziała tuż przy uchu ojca, a ten podskoczył i obrócił się w jej stronę.
— Revian – odetchnął.  
— Hej – uśmiechnęła się i usiadła naprzeciwko niego. – Nawet nie usłyszałeś jak weszłam.
— Trochę się zaczytałem. Wracasz z lasu? – spytał patrząc na łuk.
— Tak.  
— Dobrze, że już wróciłaś. Mamy robotę – powiedział, a ona niemal jęknęła.
— Kiedy?
— Teraz. Czekałem tylko na ciebie.
— W takim razie, chyba idę się przebrać.  
— Wypadałoby – uśmiechnął się, patrząc na ubłocony strój córki.
Revian wstała i podeszła do wyjścia. Znowu obowiązki. Miała ochotę z powrotem wsiąść na konia i uciec jak najdalej stąd. Jednak jej ojciec był lordem, a to do czegoś zobowiązywało. Wzięła swój płaszcz i wyszła, zmierzając do swojej części zamku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz