Lał ulewny deszcz.
Wszyscy w zamku chowali się, gdzie mogli, aby nie zostać zmoczonym.
Nagle na dziedziniec zamkowy wjechała galopem zakapturzona postać.
Jej koń, z długą rozwianą grzywą, był czarny jak noc. Jeździec
siedział na nim pewnie i wiadome było, że spędził z końmi
długie lata. Na ramieniu miał zawieszony łuk, a przy siodle
kołczan ze strzałami o czarnych lotkach. Można by pomyśleć, że
to myśliwy wrócił z łowów, jednak żadnej zdobyczy nie było.
Zresztą żaden myśliwy nie dysponował bojowym rumakiem.
Natychmiast
podbiegł pomocnik stajennego. Jeździec zsiadł, a on natychmiast
przejął konia. Każdy z nich ruszył w swoją stronę. Znalazłszy
się w budynku postać zdjęła kaptur. Okazało się, że jest to
kobieta. Miała długie brązowe włosy oraz orzechowe oczy. Ruszyła
pewnym krokiem po krętych schodach.
Dotarła na
właściwe piętro i zapukała do dużych rzeźbionych drzwi. Po
usłyszeniu zaproszenia, weszła. Było to małe pomieszczenie,
urządzone w jasnych kolorach. Na środku pokoju stało biurko, przy
którym siedział starszy człowiek. Niegdyś ciemne włosy, były
teraz przyprószone siwizną. Mężczyzna podniósł na nią wzrok i
uśmiechnął się lekko.
— Witaj, Revian – rzekł.
— Dzień dobry, Omandrze. Ojciec
jest u siebie?
–
spytała, a on pokręcił głową.
—
Nie, ale mówił, że wybiera się
do biblioteki. Może tam go zastaniesz.
—
Dziękuję – powiedziała i już
jej nie było.
Pokonała jeszcze
dwa piętra i weszła do ogromnej biblioteki. Uśmiechnęła się na
wspomnienie o niej. Zawsze wyszukała tu jakieś ciekawe książki.
Jako dziecko, gdy umiała już czytać, często tu przesiadywała i
czytała przeróżne bajki.
Zobaczyła ojca,
siedzącego w fotelu. Nawet nie zauważył, że ktoś wszedł do
pomieszczenia, tak był zaczytany w książce. To po nim
odziedziczyła zamiłowanie do dobrej lektury. To oraz wygląd.
Niemal w niczym nie przypominała matki.
Po cichu zdjęła
mokry płaszcz i powiesiła na wieszaku przy drzwiach. Podeszła do
ojca, który nadal nic nie słyszał. Nic dziwnego. Kiedy chciała,
to potrafiła zachowywać się cicho. W końcu uwielbiała myślistwo,
a przy tym hałas jest raczej niewskazany. Niestety, albo stety, na
ogół była bardzo wygadana, żeby nawet nie powiedzieć pyskata.
—
Bu – powiedziała tuż przy uchu
ojca, a ten podskoczył i obrócił się w jej stronę.
—
Revian – odetchnął.
—
Hej – uśmiechnęła się i
usiadła naprzeciwko niego.
–
Nawet nie usłyszałeś jak weszłam.
—
Trochę się zaczytałem. Wracasz
z lasu?
–
spytał patrząc na łuk.
—
Tak.
—
Dobrze, że już wróciłaś. Mamy
robotę – powiedział, a ona niemal jęknęła.
—
Kiedy?
—
Teraz. Czekałem tylko na ciebie.
—
W takim razie, chyba idę się
przebrać.
—
Wypadałoby – uśmiechnął się,
patrząc na ubłocony strój córki.
Revian wstała i
podeszła do wyjścia. Znowu obowiązki. Miała ochotę z powrotem
wsiąść na konia i uciec jak najdalej stąd. Jednak jej ojciec był
lordem, a to do czegoś zobowiązywało. Wzięła swój płaszcz i
wyszła, zmierzając do swojej części zamku.